W roku 1936 wobec niefortunnych dla zamku w Wiśniczu prac remontowych podejmowanych przez ówczesnych
W roku 1936 wobec niefortunnych dla zamku w Wiśniczu prac remontowych podejmowanych przez ówczesnych właścicieli (Zjednoczenie Rodowe Lubomirskich - stowarzyszenie zarejestrowane jeszcze przez Namiestnictwo Galicyjskie we Lwowie w r. 1905) władze państwowe na mocy orzeczenia Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie z dnia 25 kwietnia 1936 r. wprowadziły zapis w księdze hipotecznej gminy katastralnej Stary Wiśnicz ograniczający właścicieli w rozporządzaniu tą realnością, gdyż uznano ją za zabytek kultury narodowej. Od 1945 r. zamek w Wiśniczu pozostawał w zarządzie państwa, wykonywanym początkowo przez starostwo w Bochni, wobec faktu, że przedwojenni właściciele, choć nie utracili go na mocy dekretu o reformie rolniej, nie przejawiali żadnego zainteresowania jego stanem. Według świadectwa wybitnego historyka sztuki i konserwacji zabytków prof. Alfreda Majewskiego, który w tym czasie oglądał zamek, był on całkowicie zrujnowany: ˝zobaczyłem zczarniałe, z tynków odarte mury zamku, okna zabite deskami, częściowo zamurowane (...); nie ma żadnych stropów, na parterze stosy gruzów do pół metra wysokości, wielkie hałdy gruzów ze sklepień, które się zawaliły (...); z parteru widziałem więźbę dachową prowizorycznego dachu. (...) Więc to był obraz dramatyczny, był to po prostu obraz umierającego zabytku˝ (spisane z taśmy magnetofonowej, ˝Wiadomości Wiśnickie˝ 1992 nr 6-7). Jak dziś wygląda zamek w Wiśniczu?
Kosztem olbrzymich nakładów finansowych, dzięki szczegółowej, fachowej dokumentacji konserwatorsko-architektonicznej, opracowanej przez najlepszych polskich specjalistów na koszt państwa, zamek został podniesiony z ruin, poddany gruntownej naprawie, rekonstrukcji zabytkowych portali i malowideł ściennych, wyposażony we wszelkie instalacje (wodno-kanalizacyjna i grzewcza, wentylacyjna, telefoniczna, elektryczna), a częściowo także w podłogi i meble.
Nakłady te i starania państwo czyniło w przekonaniu, że zamek winien służyć dobru kultury narodowej. Zgodnie z opiniami wybitnych krajowych i zagranicznych autorytetów z zakresu historii i muzealnictwa planowano urządzenie w nim stałej ekspozycji muzealnej oraz czasowych wystaw, kameralnych koncertów itp. Wobec nieureuglowanego statusu prawnego organy władzy państwowej podejmowały w poprzednich latach różne starania, w tym także na drodze sądowej, by majtek ten przepisać na własność państwa i użytkować go zgodnie z funkcjami, jakie winien pełnić zabytek tej klasy. Według oświadczenia przedstawiciela rodziny Lubomirskich z 16 października 1990 r. Stanisława Lubomirskiego-Lanckorońskiego dla potomków dawnych właścicieli: ˝sprawa zamku wiśnieckiego jest (...) powodem kłopotów; jest to obiekt tak duży, że jego przejęcie, a także utrzymanie przekracza możliwość związku rodowego Lubomirskich, który jest rozproszony po całym świecie, a kontakty rodzinne przez lata powojenne zostały zerwane, najmłodsi przedstawiciele rodu już nawet nie mówią po polsku˝ (cyt. z jednodniówki ˝Zamek w Wiśniczu˝ wydanej przez społeczną radę zamku i urząd gminy). W listopadzie następnego roku ten sam członek rodziny Lubomirskich podpisał na Wawelu list intencyjny w imieniu zjednoczenia z ministrem kultury Markiem Rostworowskim, który miał uregulować sprawę roszczeń rodziny. Na podstawie tego typu wypowiedzi p. Lubomirskiego-Lanckorońskiego po roku 1990 Zarząd Odbudowy Zamku w Wiśniczu przeprowadził prace najbardziej kosztowne i najbardziej intensywne w ponad 40-letniej historii remontu tego obiektu. 14 wykonujących go firm doprowadziło zamek do takiego stanu, że mógł on zacząć pełnić funkcje muzealne, rozpoczęto oprowadzanie wycieczek. W tej sytuacji w grudniu 2002 r. zostało zarejestrowane w Sądzie Rejonowym w Krakowie Zjednoczenie Rodowe Lubomirskich, podające się za prawnego sukcesora przedwojennego właściciela hipotecznego działki z ruinami zamku, i rozpoczęło usilne starania o przejęcie zabytku w wyłączne posiadanie oraz usunięcie z niego Oddziału Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu. Na czele zjednoczenia stanął Stanisław Lanckoroński-Lubomirski. Dnia 6 lutego 2002 r., w przeddzień rozstrzygnięcia przetargu na prowadzenie w fortyfikacjach zamkowych małego hotelu, przedstawiciele zjednoczenia: Jan Lubomirski-Lanckoroński i Herakliusz Lubomirski, działając na mocy upoważnienia podpisanego przez Stanisława Lubomirskiego-Lanckorońskiego, wtargnęli do zamku, zawładnęli kluczami do bramy i odmówili wstępu pracownicom muzeum. Dopiero na skutek interwencji policji napastnicy wyszli po kilkugodzinnej okupacji. Dnia 6 marca 2002 r. Stanisław Lubomirski-Lanckoroński oraz Jan Leon Lubomirski zwrócili się do Sejmiku Wojewódzkiego w Krakowie o natychmiastowe wydanie kluczy do zamku, argumentując w swym piśmie, że ˝dalsze administrowanie tej nieruchomości przez państwo nie leży w interesach właścicieli˝ i żądając ˝rozliczenia w formie pisemnej˝. W takich okolicznościach zjednoczenie zorganizowało bal na zamku, który miał być manifestacją praw do jego własności. W zamku miało zebrać się blisko 900 osób, była więc to impreza o charakterze masowym. Zebraniu temu towarzyszyły koncerty muzyki rozrywkowej, pokazy ogni sztucznych i inne atrakcje, charakterystyczne dla współczesnej kultury dyskotekowej, których aranżacja znacząco zwiększała ryzyko zniszczenia (np. poprzez pożar) zabytkowej substancji zamku.
Wobec zaistniałych faktów chcę zapytać: Czy obecność ministra kultury na balu zjednoczenia należy zrozumieć jako świadome poparcie przez rząd racji strony przeciwnej interesom skarbu państwa? Czy pobyt pana ministra w Wiśniczu miał charakter podróży służbowej? Czy intencją rządu jest zrzec się praw nabytych w wyniku blisko 60-letniego użytkowania tego obiektu i inwestowania w niego wielkich sum pochodzących z podatków obywateli i innych dochodów państwa? Co zrobiło Ministerstwo Skarbu oraz Ministerstwo Kultury w sprawie obliczenia sum wydatkowanych na odbudowę ruin zamku w Wiśniczu przez te lata i czy poniesione koszty zostały zapisane na jego hipotekę? Czy w przypadku zamku wiśnickiego Ministerstwo Kultury oraz podległe mu służby konserwatorskie zamierzają odstąpić od obowiązkowego nadzoru nad zabytkiem kultury narodowej i rezygnują z jego muzealnych i kulturotwórczych funkcji na rzecz lokalu rozrywki masowej? Na jakiej podstawie wyspecjalizowane służby (sanepid, straż pożarna) wydały zgodę na organizację w obiekcie zabytkowym - pozostającym wciąż w zarządzie publicznym - imprezy o charakterze masowym, co zagrażało bezpieczeństwu osób w niej uczestniczących, w tym tak ważnych dla państwa, jak członkowie rządu RP i najbliższa rodzina prezydenta RP, oraz narażało na ryzyko pożaru zabudowania odbudowane przy tak wielkim wysiłku finansowym państwa?
Proszę o pilną odpowiedź na te pytania, które w obliczu zdecydowanych działań podjętych przez Zjednoczenie Rodowe Lubomirskich, powodujących niepewność co do dalszych losów zamku, stają się niezwykle ważnym dla lokalnej społeczności wyznacznikiem polityki państwa wobec naszego wspólnego dziedzictwa kulturowego.
Z poważaniem
Poseł Aleksander Grad
Tarnów, dnia 5 lutego 2003 r.